Mieszkańcy SM Gocław obudzili się w nowej, absurdalnej rzeczywistości. Zarząd spółdzielni w oficjalnym komunikacie ogłosił powstanie nowej kategorii lokatorów: „członków w stanie zawieszenia”. Choć polskie prawo spółdzielcze o takim terminie milczy, konsekwencje dla ludzi są aż nadto realne. Chodzi o gigantyczne pieniądze, spór o działkę 51/1 i paraliż decyzyjny, który może kosztować fortunę.
Konflikt wokół terenów Orlik VII, IX oraz IX bis (działka 51/1) to historia zaniedbań sięgająca lat 80. Choć Spółdzielnia włada gruntem od dekad, nigdy nie stała się jego pełnoprawnym użytkownikiem wieczystym. Dlaczego?
W 2007 roku ówczesna prezydent Warszawy wydała zarządzenie określające pierwszą opłatę za użytkowanie wieczyste na poziomie 19 216 799,00 zł. Spółdzielnia pieniędzy nie miała, a Walne Zgromadzenie nie wyraziło zgody na taki wydatek. Zamiast ugody, wybrano drogę sądową, która po latach zakończyła się klęską.
Dziś sytuacja jest dramatyczna. Wartość nieruchomości wzrosła, a wraz z nią kwota roszczeń miasta. Mieszkańcy alarmują, że dług z tytułu pierwszej raty mógł urosnąć do niebagatelnej kwoty 50 milionów złotych. To wzrost o 160% względem pierwotnej sumy!
Największe kontrowersje wzbudza jednak status prawny mieszkańców budynków na spornej działce. Spółdzielnia twierdzi, że od grudnia 2025 roku, po wprowadzeniu przez miasto dzierżawy zamiast użytkowania wieczystego, lokatorzy... stracili członkostwo w SM Gocław.
„Wszystkich członków z tej części traktujemy jak w stanie zawieszenia” – brzmi fragment oświadczenia Zarządu.
Mieszkańcy w komentarzach nie zostawiają na tym pomyśle suchej nitki. "To kreatywne słowotwórstwo" – pisze jeden z lokatorów. "Gdzie w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych jest mowa o 'stanie zawieszenia'? Czy mamy płacić czynsz 'zawieszonymi' pieniędzmi?" – dopytują inni.
Zarząd SM Gocław konsekwentnie przesuwa termin Walnego Zgromadzenia, tłumacząc to oczekiwaniem na nowelizację ustawy. Według władz spółdzielni, zwołanie zebrania teraz mogłoby skutkować nieważnością uchwał.
Eksperci i członkowie spółdzielni wskazują jednak na drugie dno: brak Walnego to brak rozliczenia Zarządu. Bez zebrania nie ma możliwości udzielenia (lub nieudzielenia) absolutorium. Mieszkańcy pytają wprost: czy to celowe działanie, by uniknąć odpowiedzialności za finansowe konsekwencje sporu z miastem?
Na profilu społecznościowym spółdzielni zawrzało. Mieszkańcy sformułowali listę żądań, które uderzają w same fundamenty działania SM Gocław:
Podstawa prawna: Na jakiej ustawie oparto twierdzenie o utracie członkostwa?
Opinie prawne: Dlaczego zarząd nie udostępnia dokumentów, którymi rzekomo się podpiera?
Finanse: Czy Zarząd bierze na siebie odpowiedzialność za doprowadzenie do wielomilionowego zadłużenia?
Transparentność: Kiedy mieszkańcy zobaczą pismo z urzędu dzielnicy o wprowadzeniu dzierżawy?
Sytuacja na Gocławiu to bomba zegarowa. Brak uregulowanych gruntów, rosnące opłaty dzierżawne, które lokatorzy muszą pokrywać z własnej kieszeni, oraz postępujący paraliż decyzyjny mogą doprowadzić do kryzysu, jakiego ta część Warszawy jeszcze nie widziała.
Zarząd deklaruje, że "ponosi pełną odpowiedzialność za swoje działania". Mieszkańcy odpowiadają: "Sprawdzamy". Jeśli nowelizacja ustawy nie wejdzie w życie w spodziewanym kształcie, dziesiątki rodzin mogą obudzić się w budynkach o niejasnym statusie prawnym, z gigantycznym długiem wiszącym nad ich głowami.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze