DEWELOPER wybawcą czy zagrożeniem? Gorący spór o grunty przy Jeziorku Balaton!
To, co dzieje się w Spółdzielni Mieszkaniowej „Gocław-Lotnisko”, przypomina scenariusz thrillera prawniczyego. Setki mieszkańców usłyszało, że nie mają prawa decydować o swojej spółdzielni, bo ich status członkowski „wygasł” przez nieuregulowane grunty. Ludzie mówią o wendecie prezesa, a spółdzielnia w oficjalnych listach do Ministra Rozwoju pisze o „impasie prawnym”, który może doprowadzić do jej upadku.
U podłoża konfliktu leży działka nr 51/1, na której stoją bloki spółdzielni. Miasto wykreśliło spółdzielnię z ksiąg wieczystych, co spowodowało, że grunt jest obecnie użytkowany bezumownie. Prezes zarządu, Janusz Sienkiewicz, prezentuje bezlitosną wykładnię: mieszkańcy, którzy nie mają tytułu do gruntu pod budynkiem, nie mogą być członkami spółdzielni.
Mieszkańcy są oburzeni i pokazują zaświadczenia sprzed kilku lat, które czarno na białym potwierdzają ich członkostwo.
W liście otwartym z 22 kwietnia 2026 roku, skierowanym do Ministra Rozwoju i Technologii, Tomasza Lewandowskiego, zarząd spółdzielni rzuca nowe światło na sprawę. Dokument zawiera dramatyczne wręcz stwierdzenia:
Brak środków: Spółdzielnia przyznaje, że nie stać jej na uregulowanie gruntów. Samorządy żądają za to kwot rzędu 30-40 mln złotych, co nawet w ratach jest nie do udźwignięcia.
Ryzyko upadłości: Zarząd wprost ostrzega, że narzucone przez prawo opłaty (25% wartości gruntu jako opłata wstępna) mogą doprowadzić do niewypłacalności i upadłości spółdzielni.
Paraliż decyzyjny: Spółdzielnia twierdzi, że nie może przeprowadzać Walnych Zgromadzeń z udziałem osób na „nieuregulowanych gruntach”, bo ich głosowanie wywoływałoby nieważność uchwał.
Największe emocje budzi jednak pomysł prezesa na zdobycie brakujących milionów. Zarząd zawarł porozumienie z firmą deweloperską Profbud. Plan był prosty: przekazać atrakcyjną działkę w pobliżu Jeziorka Balaton pod inwestycję prywatną, a uzyskane pieniądze przeznaczyć na opłatę dla miasta za wieczyste użytkowanie gruntów pod istniejącymi blokami.
Mieszkańcy widzą to inaczej. Wskazują, że spółdzielnia miała dostać kilkadziesiąt mieszkań w nowych inwestycjach dewelopera, a członkowie zarządu rzekomo kupowali tam lokale po atrakcyjnych cenach. Protesty mieszkańców zmusiły Urząd Dzielnicy Praga-Południe do wstrzymania procesów i rozpoczęcia konsultacji społecznych, które potrwają do 18 maja.
Urząd Dzielnicy Praga-Południe odbija piłeczkę. Wyjaśnia, że dzielnica od lat chce uregulować kwestię dzierżawy, ale spółdzielnia regularnie odmawiała podpisywania umów, przegrywając nawet sprawy w sądach. Obecnie miasto pobiera opłaty za bezumowne korzystanie z terenu, co dodatkowo obciąża kieszenie mieszkańców, którzy nie wiedzą, na jakiej podstawie prawnej wyliczane są te kwoty.
Spółdzielnia w swoich mediach społecznościowych zapewnia, że wnosi te opłaty z adnotacją o „ostatecznym rozliczeniu po zakończeniu sporu”, co ma zabezpieczać interesy lokatorów.
Mieszkańcy czują się zakładnikami we własnych domach. Z jednej strony słyszą, że „nie są członkami”, co uniemożliwia im odwołanie zarządu, z drugiej – obciążani są kosztami błędów prawnych sprzed lat. Zarząd SM „Gocław-Lotnisko” liczy na nowelizację ustawy przez Parlament, która „naprawi” sytuację osób na gruntach nieuregulowanych.
Dopóki jednak prawo się nie zmieni lub obie strony nie znajdą porozumienia, Gocław pozostanie placem boju, gdzie stawką jest nie tylko zieleń nad Balatonem, ale przede wszystkim prawo własności i podmiotowość tysięcy warszawiaków.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze