W minioną niedzielę, Niedzielę Wielkanocną, na Pradze-Południe - na oczach świadków - rozgrywał się dramat. Szczegóły w naszym tekście.
W minioną Niedzielę Wielkanocną - 5 kwietnia około godziny 14 - strażnicy miejscy z VII Oddziału Terenowego patrolowali teren na Pradze-Południe. W pewnym momencie - przy ulicy Makowskiej zauważyli mężczyznę pochylonego nad leżącą na trawniku osobą. Wokół nich gromadzili się ludzie.
Funkcjonariusze natychmiast podbiegli zapytać, co się dzieje, zabierając z radiowozu defibrylator AED. Przeczucie ich nie myliło. Na ziemi leżał około 60-letni mężczyzna, który najprawdopodobniej stracił przytomność w czasie jazdy rowerem. Poszkodowany nie oddychał, a pochylający się nad nim człowiek, prowadził masaż serca. Strażnicy udrożnili drogi oddechowe leżącego, podłączyli defibrylator i uruchomili urządzenie.
Akcja ratownicza była utrudniona, ze względu na tłoczących się wokół ludzi – jak opowiadał później jeden ze strażników, biorących udział w interwencji. Komend defibrylatora niemal nie było słychać, a trzeba było też zadbać, by w czasie wyładowania, żadna z otaczających nas osób nie doznała porażenia prądem. Obserwując poszkodowanego strażnicy prowadzili masaż serca mężczyzny aż do przyjazdu pogotowia ratunkowego.
Ratownicy przejęli czynności ratunkowe, a po paru minutach zabrali poszkodowanego go do szpitala. Człowiekiem, który jako pierwszy podjął się ratowania nieprzytomnego był przejeżdżający obok taksówkarz. Ponieważ ma uprawnienia ratownicze, ruszył na pomoc rowerzyście.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze